Translate

sobota, 6 lutego 2016

Angielski w 14 dni, Allen Collins i wiara w cuda

Jak twierdzi jedno z praw Murphy’ego, odkładaj na później to, co wymaga ciężkiej pracy, a być może ktoś zrobi to za Ciebie. Jeśli nie stosujecie tej zasady w waszym życiu, może to oznaczać, że zasada jest stosowana na Was. A przynajmniej jest to prawdopodobne. Chociaż z tym ostatnim zapewne nie zgodziłby się słynny szwedzki poliglota Allen Collins. Gdyby istniał. 


Allen Collins, czyli jak zostać poliglotą


Szwedzki poliglota Allen Collins nie istnieje (tak, jak i jego marketingowy bliźniak Magnus Carlsson), co nie przeszkodziło Allenowi Collinsowi podzielić się ze światem tajemnicą nauki języka obcego w 14 dni. A nawet opracować fiszki Easy Phrases (tudzież Simple Words), które (jak twierdzi twórca Allena Collinsa), w przeciwieństwie do tradycyjnych metod nauki języków obcych pozwalają wykorzystać maksymalnie dużo struktur mózgowych, a tym samym pozwalają w pełni wykorzystać możliwości Twojego umysłu. Nareszcie! Wspaniała nowina! Gdyż jak powszechnie wiadomo, tradycyjna metoda nauki języków obcych wykorzystuje jedynie nerki, omijając zwoje mózgowe. I przyzna to każdy lektor angielskiego odpowiednio długo przypalany ogniem. 

Przeliczając 14-dniową metodę nauki angielskiego albo niemieckiego na twarde dane spisane z sufitu, nauka metodą Allena Collinsa pozwoli zapamiętać nawet 500 słów dziennie! Gdyż metoda Easy Phrases nawet 5-krotnie zwiększa wydajność pamięci, a to wszystko dzięki mieszance magii i pseudonaukowego marketingu udowadniającemu, że, zacytuję: „Wyraz w języku obcym trafia do lewej półkuli, natomiast skorelowany z nim obraz do prawej” (źródło tej złotej myśli to strona phrases.pl, strony sprzedażowe często się zmieniają, ale zawsze pozostają w czołówkach wyszukiwań Google’a, łatwo będzie znaleźć kolejną wersję). Nareszcie znalazło się zastosowanie dla obu półkul mózgowych. Dzięki Ci, o twórco Allena Collinsa!
Z ciekawości przejrzałem internetową myśl marketingową i muszę przyznać, że podobnych ofert spełniających nasze dowolne życzenia są dziesiątki. A dotyczą wszystkiego. I nauki języków obcych w 14 dni, i stania się obrzydliwie bogatym w kwartał, i zrzucenia 10 kilogramów w 10 dni, i kupowania najnowszych iPadów za grosze. Wszystko bez wyrzeczeń, bez walki, bez stresu. Innymi słowy: „Samo się zrobi”

Kierując się prawdomównością reklamy, wszystko „Samo się zrobi”. Gdyby zastosować wszystkie magiczne produkty na raz, po pół roku Bill Gates zazdrościłby mi bogactwa, George Clooney charyzmy, Scarlett Johansson figury a Emil Krebs znajomości języków obcych. Ten prawdziwy Emil Krebs, nie ten z marketingowych obiecanek (o czym jeszcze napiszę!).

Życie to nie film!


Niestety, jak stwierdził niegdyś w reklamie słynny (przynajmniej w Polsce) aktor Bogusław Linda: „Życie to nie film”. Fakt. Życie bohaterów komiksów i życie bohaterów reklamówek żadną miarą nie przekładają się na rzeczywistość. Ugryzienie przez radioaktywnego pająka nie pozwoli nam śmigać po ścianach drapaczy chmur i walczyć ze złem, korzystanie z magicznych eliksirów nie wpłynie pozytywnie na jakość naszego życia (przynajmniej w długim okresie), a fiszki do nauki angielskiego nie poprawią 5-krotnie zdolności naszych mózgów. 

Nie zmienia to faktu, że wiara w to, że wszystko „samo się zrobi” ma się świetnie. Na tyle świetnie, że jak grzyby po deszczu pojawiają się kolejne reklamy i kolejne produkty (zwykle będące starym pomysłem w nowym opakowaniu), które zdobywają rynek i rzeszę Klientów. Głównie zawiedzionych (delikatnie mówiąc) Klientów, którzy wszystkim wokoło odradzają korzystanie z danego produktu. 

Co z kolei oznacza, że czas życia danej marki produktu dobiegł końca i produkt trzeba wprowadzić go pod nową marką, oprzeć o nowe autorytety, o nowe „dane naukowe”. Dzięki czemu uda się sprzedać kolejnych kilka tirów magicznych rozwiązań na dowolne potrzeby, a część zarobionych pieniędzy przeznaczyć na wprowadzenie na rynek kolejnych, „nowych” produktów. I interes się kręci. 

Jak mawiał taksówkarz (w którego rolę wcielił się Wiesław Gołas) z „Hydrozagadki”: „I o to chodzi, i o to chodzi”. W teorii każdy z nas uważa, że nie sposób go oszukać. Ach, ego. Problem w tym, że oszukać nas łatwo. Czasami tak łatwo, że potem jest nam wstyd. 

I o tym będzie ten blog, by na dać się oszukać!

2 komentarze:

  1. I takie blogi chcę czytać !

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze się czyta, pisane lekko a zarazem wiarygodnie.
    Allenie Collins, zostałeś zdemaskowany :-)!

    OdpowiedzUsuń