Translate

poniedziałek, 23 maja 2016

Bite Counter, odchudzanie a liczenie kęsów

http://samosiezrobi.blogspot.com/2016/05/bite-counter-odchudzanie-liczenie-kesow.html
Gdybyście cierpieli na niedobór danych statystycznych dotyczących Waszego życia, jajogłowi specjaliści od kreowania elektronicznych uciech mają dla Was kolejny gadżet, który zajmie się liczeniem… Aż trudno w to uwierzyć. Zajmie się liczeniem kęsów, które codziennie spożywacie. 

W skrócie:

  • Co to jest kęs statystyczny?
  • Liczenie kęsów kontra wolniejsze tempo jedzenia
  • Jedz wolniej, będzie zdrowiej i taniej
  • Jak spowolnić tempo jedzenia?

Urządzenie nie jest nowe i jest do nabycia drogą kupna, ale czy faktycznie ma sens? Wedle naukowców (co podaję za starym artykułem w The Telegraph) mężczyzna w każdym kęsie (vel w każdym „gryzie”) pochłania 17 kcal, kobiety zaledwie 11 kcal. Co z kolei prowadzi do prostego wniosku, iż 100 gryzów stanowi 1700 kcal dla mężczyzn albo 1100 kcal dla kobiet. Prosta i skuteczna matematyka, która może się przydać każdemu w walce z dodatkowymi kilogramami. Ale czy faktycznie zadziała?


Czy istnieje statystyczny kęs?


Jak mawiają lekarze, jednostce nic po statystyce. Możesz należeć do niewielkiego odsetka pacjentów, dla których prosty zabieg chirurgiczny zakończy się poważnymi powikłaniami lub nawet zejściem, możesz też mieć szczęście i załapać się do grupy, której członkowie dają sobie radę ze śmiertelnymi chorobami. Dla pojedynczego przypadku statystyka nie ma większego znaczenia.


Podobnie jak w przypadku uznania, że standardowy kęs ma 17 lub 11 kcal. W niektórych przypadkach będzie miał mniej, w innych więcej i nie sposób określić, że jeśli licznik „gryzów” wskazał setkę, to zjedliśmy ok. 1700 kcal. Statystycznie zapewne tak było (a przynajmniej tak wyliczyli badacze z Clemson University w Karolinie Południowej), problem w tym, że jednostce nic po takiej statystyce. 

Liczenie kęsów nie jest dobrą metodą na odchudzanie, gdyż nie ma związku ani z ćwiczeniami fizycznymi (podnoszenie widelca do ust do takich jeszcze się nie zalicza), ani z tym, co jemy, a co stanowi podstawę zdrowego stylu życia (a tym samym tracenia masy). Dlaczego o tym piszę? Artykuł popełniam z dwóch powodów. Po pierwsze metoda liczenia kęsów (z wsparciem Bite Counter za ok. 100 USD albo taniej w wersji chińskiej lub bez wsparcia) staje się coraz popularniejsza w Polsce (aczkolwiek na szczęście cały czas pozostaje bardzo niszowa). Po drugie nie ma większego sensu. 

Liczenie kęsów kontra wolniejsze tempo jedzenia


Jeśli już koniecznie musicie coś liczyć przy okazji jedzenia, to znacznie lepsze efekty da spowolnienie całego procesu spożywania pokarmu. Z powodów naszej historii jako gatunku, posiadamy wewnętrzny mechanizm nakazujący nam jeść jak najwięcej i jak najszybciej. Z prostej przyczyny. W dawnych czasach jedzenie biegało po sawannie lub kryło się w lasach albo dżunglach, uciekało szybko i zwykle skutecznie a dodatkowo sami stanowiliśmy karmę dla innych amatorów mięsa, co czyniło z jedzenia prawdziwy skarb. Całość prowadzi do prostej koncepcji przetrwania – jeśli jest jedzenie, jedz jak najwięcej, gdyż nigdy nie wiadomo, kiedy nadarzy się kolejny obiad.
Powyższe rozwiązanie stosujemy do dzisiaj. Jemy „po kokardy” nie dlatego, że nie najedliśmy się do syta, ale dlatego, że informacja o tym, iż kolejne kęsy obiadu zostaną odłożone na później w tkance tłuszczowej, trafia do mózgu po kilku, kilkunastu minutach od posiłku. A wtedy już jest za późno, gdyż zjedliśmy więcej, niż potrzebujemy. I tyjemy.


Stąd koncepcja liczenia kęsów nie ma większego sensu. Co z tego, że doliczysz do 100, skoro na talerzu czekają pyszne, podpiekane ziemniaczki, w miseczce fantastyczna sałatka na bazie lepiszcza z majonezu a obok na półmisku leży dumnie „kotlet schabowy panierowany”. Jeszcze kilka kęsów ponad setkę nie zrobi różnicy. A do tego ciągle jesteśmy głodni, więc włączamy redukcję dysonansu poznawczego i jemy dalej.

Jedz wolniej, będzie zdrowiej i taniej


Na szczęście jest rozwiązanie znacznie tańsze, łatwiejsze w stosowaniu i skuteczniejsze. Jeść wolniej. Tylko tyle. W XXI wieku jedzenie nie ucieknie z talerza, nikt nie rzuci się na Ciebie, by odebrać Ci strawę, nikt nie trzyma stopera odmierzającego standardowe 5 minut 20 sekund na posiłek (chyba, że pracujesz w korporacji o wyjątkowo terrorystycznej kulturze). Możesz jeść wolniej, co ma istotne konsekwencje dla procesu odchudzania.

Jeśli jesz wolniej, dajesz swojemu organizmowi szansę na to, by ten uznał po mniejszej ilości pochłoniętego pożywienia, że już jesteś najedzony. I nie ma większego znaczenia, ile kalorii w siebie wciśniesz. Tak zwany ośrodek sytości w mózgu zadziała dopiero po kilku, a nawet po kilkunastu minutach po jedzeniu. Do tego czasu możesz cały czas jeść i czuć się głodnym. A najprostszym rozwiązaniem problemu jest wolniejsze jedzenie. Mózg uzna, że jesteś najedzony po takim samym czasie, ale w ciągu tych kilku lub kilkunastu minut przyswoisz znacznie mniej kalorii. To prosta i sprawdzona logika. Działa. 

Jak spowolnić tempo jedzenia?


Jak spowolnić tempo jedzenia? Metod jest wiele. Od delektowania się każdym kęsem, przeżuwania go w nieskończoność (w zgodzie z chińskim chyba porzekadłem, że żołądek nie ma zębów) czy skupianiu się na jedzeniu z liczeniem kęsów w pamięci (co jest co najmniej dziwnym pomysłem), aż po moje ulubione rozwiązanie – rozmowę.


„Rozmowa zbliża ludzi” jak mawiał taksówkarz (grany przez Wiesława Gołasa) z „Hydrozagadki”, ale jednocześnie pozwala na znaczące spowolnienie tempa jedzenia. W efekcie liczba przyswojonych kalorii znacząco spada, gdyż czas konieczny na reakcję ośrodka sytości zajmuje nam nie tylko jedzenie, ale i rozmowa. Aczkolwiek wzorem Francuzów odradzam rozmowy o polityce i piłce nożnej. Warto pamiętać, że na stole zwykle leżą noże.

Wracając do gadżetu Bite Counter. Mnożenie bytów ponad niezbędną konieczność nie jest moim hobby i generalnie uważam to za zaśmiecanie przestrzeni. I to zaśmiecanie kosztowne. Ale jeśli już koniecznie musicie posiadać Bite Counter, to świetnie nadaje się do sprawdzania, czy wszyscy zaliczyli tę samą liczbę kolejek na imprezie tudzież na firmowym wyjeździe integracyjnym. Oczywiście i jak zawsze w takich przypadkach muszę dodać: tak słyszałem.

Ciekawe, jakie jeszcze zastosowania może mieć Bite Counter?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz