Translate

środa, 20 lipca 2016

Ból stawów i Levasan, czyli Anna Rupik leczy ból stawów

http://samosiezrobi.blogspot.com/2016/07/bol-stawow-i-levasan-czyli-anna-rupik.html
na podstawie PixaBay (CC0 Public Domain)
To był zwykły, spokojny poniedziałek. Nikt, absolutnie nikt nie spodziewał się, że właśnie wtedy, dokładnie pierwszego dnia tygodnia, szef wszystkich szefów pewnej tajemniczej firmy rozkaże swoim podwładnym rozpocząć kampanię, która przejdzie do historii pod nazwą „Levasan”. 

Tak mógłby zaczynać się jeden z odcinków programu Bogusława Wołoszańskiego, o wdzięcznym tytule „Sensacje XXI wieku”, gdyby Wołoszańskiemu znudził się wiek XX. Kto wie, może kiedyś Bogusław Wołoszański skieruje swoje zainteresowania w stronę rynku suplementów diety i preparatów, których jedynym celem jest odchudzenie portfeli naiwnych klientów. W tym artykule jeden z portfelowych odchudzaczy, który nie jest suplementem na odchudzanie. Jest żelem, który dzięki „doskonałej recepturze, działa na wielu płaszczyznach przynosząc ulgę i ukojenie”. Gdyż „Levasan” automatycznie regeneruje stawy. A na serio…

Levasan, mieszanka 27 ekstraktów ziołowych, czyli co?


Strona reklamująca „Levasan” nie różni się zbytnio od strony reklamującej inny cudowny żel, gwaratujący „automatyczną regenerację stawów”, znany jest pod nazwą „Flexa Plus”. W przypadku „Flexa Plus” swoimi opiniami na temat żelu podzielił się z nami prof. Thomas D. Reeves. W przypadku żelu „Levasan” swoimi wnioskami obdarzył nas nie kto inny, jak sam prof. Harold A. Sanders! Obaj panowie są „stockowymi” profesorami na Chicago College of Rheumatology, o którym nie słyszał nawet Google. Google wie natomiast o istnieniu American College of Rheumatology w Chicago, ale dla odmiany American College of Rheumatology w Chicago nie wie o istnieniu prof. Harolda A. Sandersa. Najprościej będzie założyć, że Chicago College of Rheumatology oraz prof. Harold A. Sanders istnieją tylko w wyobraźni działu marketingu tajemniczej firmy sprzedającej „Levasan”.




Jak działa „Levasan”? „Levasan” działa tak, jak niejednokrotnie wspominany na tym blogu kompensator Heisenberga w serialu „Star Trek”. Działa doskonale! Oczywiście w świecie rzeczywistym coś takiego jak kompensator Heisenberga nie istnieje, aczkolwiek w telewizyjnym serialu nieustannie jest wykorzystywany na potrzeby teleportacji. Podobnie działa „Levasan”, który dla odmiany istnieje, ale jego zasada działania jest równie życzeniowa, co działanie kompensatora Heisenberga. 

A może jednak „Levasan” faktycznie działa i skutecznie leczy stawy? Oto jest pytanie! Właściwie nikt tego nie wie. Nikt nie wie, gdyż skład tego tajemniczego żelu leczącego stawy, to „mieszanka 27 ekstraktów ziołowych”. Ale nie byle jakich ekstraktów ziołowych. Cytując złote myśli działu marketingu, składniki żelu są wyjątkowe:


„Nie są to jednak rośliny, które spożywasz na co dzień. Zostały wyselekcjonowane przez doświadczonych zielarzy i stworzone według starej klasztornej receptury mistrzów z Petersburga i Tybetu. Ze względu na unikalną kombinację składników aktywnych likwidują stany zapalne, obrzęki i uśmierzają ból - a wszystko to bez jakichkolwiek skutków ubocznych. Najlepsze efekty w walce ze schorzeniami stawów uzyskuje się poprzez podanie tych naturalnych składników w odpowiednio wysokiej, ale bezpiecznej dawce” [1].

Zielarze, mnisi i mistrzowie z klasztorów Tybetu i Petersburga znani są ze swojej międzykontynentalnej współpracy w mieszaniu ziółek pochodzących z dwóch różnych rejonów świata i z ustalania wspólnych receptur. A może to dział marketingu producenta „Levasanu” wymieszał receptury petersburskie i tybetańskie, uzyskując tak oszałamiające rezultaty? A może to zwykła trawa i zielsko zza pobliskiej stodoły? Kto wie. „Mieszanka 27 ekstraktów ziołowych” może być wszystkim. Patrząc przez pryzmat domniemanych i wydumanych efektów, jakie hipotetycznie „Levasan” ma powodować, skłaniam się ku wersji placebo i głębokiej wiary w zbawczą moc wydanych 137 lub 87 złotych (obie ceny funkcjonują równolegle).

Levasan i penicylina, Veyron i Marina


Irracjonalność wiary w „Levasan” doskonale widać w słowach wyimaginowanego profesora wyimaginowanego college’u, czyli Harolda A. Sandersa:



„Nieważne czy ból i sztywnienie odczuwasz w kolanach, biodrach, łokciach, nadgarstkach czy w kręgosłupie. Nieważne czy zwyrodnienie ma u Ciebie podłoże genetyczne, jest wynikiem kontuzji, przeciążenia stawów, otyłości lub ma jeszcze inną przyczynę. Ból stawów można pokonać!” [1].

Niewątpliwie. Jeśli wierzyć takim tekstom, „Levasan” musiałby być silnym środkiem przeciwbólowym, jedynie uśmierzającym ból stawów, ale bynajmniej w żaden sposób niewpływającym na ich kondycję i stan w dłuższym okresie. W żelu „Levasan” nie znajdziemy typowych substancji stosowanych w leczeniu stawów: kwasu hialuronowego, chondroityny albo siarczanu glukozaminy (abstrahując od faktycznej skuteczności tego ostatniego). Znajdziemy za to wymieszane i tajemnicze 27 ekstraktów ziołowych, które mogą być wszystkim i niczym. 

Generalnie strona reklamująca „Levasan” jest w dużej mierze kopią strony reklamującej „Flexa Plus”. Włącznie z oryginalnym i twórczym cytatem o wyższości naturalnych substancji leczniczych nad, w domyśle, nienaturalnymi:


„Najpotężniejsze rozwiązania zawsze tworzyła matka natura. Doskonałym przykładem jest penicylina – ten niesamowity antybiotyk zmniejszył umieralność z powodu zakażeń bakteryjnych o przeszło 90%! Nie powstał w laboratoriach. Tę substancję stworzył bardzo pospolity grzyb. Znany wszystkim jako pleśń. Podobnie jest ze zwyrodnieniem stawów – człowiek nie wymyśli sposobu na artrozę. Może go jednak poszukać w naturze. Tym tropem poszedł mój zespół” [1].

Faktycznie. Penicylina działa i sprawdza się do dzisiaj, więc analogicznie „Levasan”, który jest równie naturalny, musi być równie skuteczny. Czy więc penicylina i „Levasan” są jak, na przykład, Bugatti Veyron i Morris Marina? Oba samochody mają takie samo pochodzenie i zostały wyprodukowane w fabryce samochodów, co nie oznacza, że oba są równie dobre. Bugatti Veyron działa lepiej niż Morris Marina, z penicylina działa lepiej niż „Levasan”, „mieszanka 27 ekstraktów ziołowych”. Różnicą w powyższej analogii jest cena. Lepszy Veyron jest sporo droższy od Mariny. Dla odmiany lepsza penicylina jest sporo tańsza od „Levasanu”. 

Levasan, Anna Rupik i zdrowe stawy w 4 tygodnie


Na stronie sprzedażowej poznajemy specjalistkę: „Nazywam się Anna Rupik i jestem specjalistą z zakresu chorób układu kostnego i ich rehabilitacji. Od 15 lat prowadzę własny gabinet w Warszawie” [2]. Anna Rupik znana jest nie tylko bywalcom jej „gabinetu”, ale również profesorowi Haroldowi A. Sandersowi z College of Rheumatology w Chicago, współpraca z którym stanowiła dla Anny Rupik tak dużą satysfakcję. Dzięki Sandersowi Anna Rupik może obiecać swoim pacjentom pozbycie się bólu stawów i kręgosłupa oraz odzyskanie sprawności ruchowej (w 4 tygodnie), wzmocnienie stawów i ścięgien o 45% (w góra 3 tygodnie), w 2 tygodnie zlikwidować stany zapalne, a w 4 tygodnie przyśpieszyć regenerację organizmu po urazach. I to wszystko dzięki prof. Sandersowi, petersbursko-tybetańskiej współpracy zielarskiej i „Levasanowi”! Oraz Annie Rupik.

W sumie nie powinienem się dziwić, że skład tak wspaniale działającej mieszanki z 27 ekstraktów ziołowych utrzymywany jest w tajemnicy. Każdy koncern farmaceutyczny dałby się pokroić za informacje dotyczące tak cudownej mikstury. Niestety, koncerny farmaceutyczne mają liczne obowiązki związane w przebadaniem każdego leku, żelu czy suplementu diety pod kątem nie tylko bezpieczeństwa, ale i skuteczności. Nie mogą posadzić przy biurku copywritera i poleceniem „napisz coś ładnego i przekonującego”. Koncerny farmaceutyczne mają trudniej niż tajemniczy sprzedawca mieszanki 27 ziółek. 

A cóż pozostaje nam, potencjalnym Klientom z bolącymi stawami, którzy usilnie poszukują sposobów na poprawę ich funkcjonowania? Jako posiadacz mocno podniszczonego stawu kolanowego mam pełną świadomość tego, jak łatwo sprzedać obietnice typu „Levasan”. Z kolei z doświadczenia i z racji posiadania krytycznego i racjonalnego umysłu wiem, że coś takiego nie zadziała. Znacznie lepiej sprawdzi się wizyta u lekarza (takiego prawdziwego, nie u Anny Rupik) i konsultacja konkretnego przypadku. 

Lekarz, specjalizujący się w schorzeniach i urazach stawów ma znacząco szerszą i głębszą wiedzę dotycząca leczenia tychże, niż copywriter ubierający w słowa dowolne produkty. Od karmy dla psów po produkty paramedyczne. Wracając do samochodowej analogii. Jeśli wiedzę lekarza przyrównamy do Bugatti Veyron, wiedza medyczna twórcy koncepcji „mieszanki 27 ekstraktów ziołowych” będzie na poziomie Morrisa Marina. Albo hulajnogi.

Na podstawie:
[1] latestfromtheworld.com/48/levasan-fhm-n/
[2] webmoneysaver.com/48/levasan-fhm-n/


6 komentarzy:

  1. Dzięki za bardzo mądre spostrzeżenia. Niech pseudo specjaliści dowiadują się, że nie wszyscy bezkrytycznie i bałwochwalczo wierzą w ich "cudowne" środki lecznicze.
    Zwyczajnie reklamując owe "cudowne leki" mają chorego za debila, który bez zastanowienia będzie wydawał pieniądze i ryzykował swoim zdrowiem, a niekiedy życiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo Pani Ireno !!!!! Tak ,lepiej bym też tego nie nazwała " DEBILE " i te ich " cudowne leki " co to niby w 4 tygodnie wszystko minie jak zły sen hahaha :( szkoda tylko , że tak się bez karnie naciąga biednych cierpiących z bólu ludzi , którzy starają się wierzyć w takie bajki z tego swojego bólu .... :( Pozdrawiam . :)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Google nie znalazły żadnego gabinetu ani lekarki Anny Rupik ktora by w nim pracowała. Dlaczego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest fikcja - w reklamach środków oszukańczych zawsze posługują się wymyślonymi doktorami, profesorami, a nawet instytucjami badawczymi, posługując się nic nie mówiącymi ogólnikami, aby broń Boże nikt nie mógł sprawdzić prawdziwości tych osób czy zakładów naukowych, bo a nuż spróbuje podać ich/je do sądu i dochodzić odszkodowania.Z resztą w artykule wszystko zostało wyłożone tak kawę na ławę. ;-)

      Usuń
  4. Bravo! Dziękuje, że otworzyła mi Pani oczy! Myślę, że innym również! Dziękuje!

    OdpowiedzUsuń