Translate

piątek, 8 lipca 2016

Metoda Krebsa, szybki angielski w 10 dni!

http://samosiezrobi.blogspot.com/2016/07/metoda-krebsa-szybki-angielski-w-10-dni.html
za PixaBay (CC0 Public Domain)
Emil Krebs był poliglotą, który posiadał zadziwiający talent do nauki języków obcych. Potrafił opanować dowolny język w czasie zaledwie dwóch tygodni! Każdy, kto intensywnie uczył się języka obcego wie, jakie to niesamowite osiągnięcie, graniczące z niemożliwością. Na szczęście wedle sprzedawców „metody Krebsa” osiągnięcia Emila Krebsa oznaczają, że Ty również możesz samodzielnie, skutecznie i szybko nauczyć się angielskiego w ciągu 10 dni. Wystarczy, że będziesz stosował metodę Krebsa. Proste? Proste! Problem w tym, że metoda Krebsa nie istnieje.

Albo Emil Krebs, albo metoda Krebsa 


Emil Krebs istniał naprawdę. Naprawdę był poliglotą, który opanował biegle 68 języków. Był w stanie nauczyć się nowego języka obcego w kilkanaście dni i żaden dialekt nie stanowił dla niego bariery nie do przebycia. Oprócz tego Emil Krebs znany był ze swojej pracowitości i rzetelności w nauce języków obcych. Nad nauką języków pracował długo i wytrwale, nierzadko kładąc się do łóżka bladym świtem. Studiował nie tylko słówka i gramatykę, ale przede wszystkim bazował na realnych tekstach, znajomości wcześniej wyuczonych języków (wiele języków jest do siebie podobnych) i nieustannie pogłębiał swoją wiedzę na temat kultury, tradycji i historii kraju, którego język chciał opanować. A jak wykazały badania mózgu Emila Krebsa, poliglota miał również zmiany w ośrodku Broki, który ma związek z mową, a tym samym z nauką języków obcych. Pytanie, czy to skutek znajomości 68 języków czy przyczyna ich szybkiej nauki, pozostaje otwarte.

Emil Krebs uczył się szybko i już w wieku lat dwudziestu, zdając maturę, znał 12 języków obcych. Czy w świetle tego można wnosić, że stosował jakąś wspaniałą metodę nauki? A może po prostu uczył się pilnie, uparcie i bez przerw na bieganie za piłką i zaglądanie na Facebooka? Nie wiemy (mamy jedynie pewność co do Facebooka). Emil Krebs nie pozostawił po sobie materiałów, które umożliwiłyby odtworzenie sposobu, w jaki uczył się języków, a tym bardziej takich, które pozwalają na opracowanie „metody Krebsa”. Metoda Krebsa de facto nie istnieje. Co, jak widać na stronie krebsmethod, nie przeszkadza firmie zarejestrowanej na pięknych Seszelach zbijać na niej majątek! Zostawmy historykom historię Emila Krebsa (tego prawdziwego) i przejdźmy do metody Krebsa, która prawdziwa nie jest, a którą można kupić. Metoda Krebsa kosztuje 167 złotych. 
Jak twierdzi strona krebsmethod.com: „Metoda Emila Krebsa pozwoli Ci zacząć mówić komunikatywnie w języku obcym już w 10 dni!”. 10 dni? Błyskawicznie! Jak to działa? Jak kompensator Heisenberga w serialu „Star Trek”. Działa doskonale. A na serio, wczytując się w tekst reklamowy na stronie krebsmethod, mam nieodparte wrażenie, że metoda Krebsa działać nie może. Dlaczego? Posłuchajcie.


„Każda lekcja była opracowywana naukowo tak, aby materiał pozostał na stałe w Twojej głowie - już po jednym odsłuchaniu. Wystarczy, że usiądziesz wygodnie i zaczniesz słuchać. Pozwól, aby kurs wykonał całą pracę za Ciebie. Wchłoniesz język, jak gąbka wodę! Bez książek, bez żmudnego powtarzania, bez wysiłku!” (tamże).

Co to znaczy po przełożeniu z marketingowego na polski?

Metoda Krebsa, złote myśli


Powyższy cytat to czysty bełkot w nieskalanej postaci. Materiał nie zostanie w głowie po jednym odsłuchaniu. Poczynając od badań Hermanna Ebbinghausa wiemy, że mózg nie działa jak komputer i uczy się w specyficzny sposób, głównie w oparciu o interwały i powtarzanie (co samo w sobie jest fascynującym zagadnieniem, którego znajomość może znacząco przyczynić się do poprawy tempa nauki języków obcych, na co zresztą powołuje się także strona krebsmethod przecząc sama sobie). Wygoda również nie sprzyja nauce, a zdecydowana większość ludzi jest wzrokowcami! Jeśli chodzi o przetwarzanie sygnałów pochodzących z naszych zmysłów, mózg poświęca zdecydowanie więcej „mocy obliczeniowej” na obróbkę informacji wizualnych niż wszystkich innych razem wziętych. Stąd oparcie nauki tylko i wyłącznie na słuchu jest błędem.


Żaden kurs, chociażby najlepszy, nie wykona za Ciebie pracy i nie nauczy Cię języka w czasie, gdy Ty będziesz zażywał wygód w fotelu. Nie, nie i jeszcze raz nie! Za przykład niech posłuży sam Emil Krebs, który nauce poświęcał długie godziny. Łatwo się domyślić, że nie odsłuchiwał sobie lekcji przeciągając się w swoim ulubionym fotelu. Nie tylko dlatego, że takiej opcji nie miał. Dlatego, że to kompletnie nieefektywne.

„Wchłoniesz język, jak gąbka wodę! Bez książek, bez żmudnego powtarzania, bez wysiłku!”. Dwa zdania podważające dokonania psychologii w zakresie wniosków z przeprowadzonych tysięcy badań związanych z procesami uczenia się. Mózg nie ma nic wspólnego z gąbką. Nie chłonie informacji jak gąbka wodę, jak również nie zapisuje w neuronach bajtów danych jak komputery, nie pracuje efektywnie bez powtarzania i bez wysiłku. Koncepcji tego, jak działa mózg jest wiele, a wraz z kolejnymi badaniami powstają nowe tezy i wnioski, ale w żadnym razie mózg nie ma nic wspólnego z gąbką. O ile nie mamy stuprocentowej pewności, jak działa nasz ośrodkowy układ nerwowy, o tyle mamy sporo narzędzi poprawiających efektywność i jakość uczenia się. Metoda Krebsa ze strony krebsmethod zdecydowanie do nich nie należy!

Metoda Krebsa, złote myśli, ciąg dalszy


Jeśli myślicie, że 10 dni nauki w oparciu o metodę Krebsa będą wypełnione wielogodzinną, ciężką pracą, to śpieszę Was pocieszyć, że wedle sprzedawcy tego systemu pseudonauki, na naukę wystarczy poświęcić pół godziny dziennie:


„Poświęć 30 minut dziennie naszemu kursowi, a sprawimy, że zaczniesz mówić w obcym języku zanim się spostrzeżesz. Wspomniane magiczne 30 minut to wszystko czego potrzeba abyś wypracował u siebie perfekcyjny akcent, a także płynność i pewność siebie w mówieniu” (tamże).

Nie wiem dlaczego, ale czytając podobne idiotyzmy przypomina mi się scenka z nauką angielskiego z filmu „Dzień Świra”. Parafrazując: 167 złotych na metodę Krebsa jak krew w piach! Gdyż dokładnie tak to wygląda. Nie ma możliwości, aby ucząc się 30 minut dziennie przez 10 dni zacząć mówić w dowolnym języku obcym z perfekcyjnym akcentem, płynnie i z pewnością siebie. Osobiście znam takich, dla których poświęcenie na naukę 30 minut dziennie przez 10 dni to za mało, by osiągnęli opisywany poziom w języku ojczystym. Nauka języka obcego w 5 godzin (10 dni po 30 minut daje 300 minut, czyli 5 godzin) to czysta abstrakcja.


„Ucz się hiszpańskiego kiedy jedziesz do pracy. Mów po włosku w trakcie treningu. Studiuj francuski kiedy czekasz na samolot. Ćwicz rosyjski wyprowadzając psa. Naucz się mandaryńskiego we własnej sypialni. (…) nagraj lekcje na płyty CD i słuchaj kiedy prowadzisz lub ciesz się nimi w domu” (tamże).

Jest też lepsza metoda: jeśli czegoś chcesz się nauczyć, skoncentruj się na nauce. Koncentracja stanowi podstawę przyswajania informacji. Nie ma znaczenia, czy uczysz się angielskiego, niemieckiego, gotowania czy fizyki kwantowej. Jeśli jednocześnie zajmujesz się więcej niż jedną czynnością, Twoja uwaga przeskakuje pomiędzy zadaniami, co obniża i jakość pozyskanej wiedzy i efektywność wykonywania innych czynności. Abstrahując od tego, że uczenie się języka w czasie prowadzenia samochodu może stać się przyczyną wypadku!

Metoda Krebsa, opinia, cena, alternatywa


Na koniec fragment informacji ze strony metody Krebsa, która jest co najmniej zastanawiająca: „Metoda Krebsa udoskonaliła się w czasie, tworząc niezawodną drogę do nauki języków obcych” (tamże). Trudno wyobrazić sobie mniej doskonałą metodę, niż tę opisaną na stronie krebsmethod. Konkurować może chyba jedynie Allen Collins i jego Easy Phrases (dla zainteresowanych: Fiszki Easy Phrases, Allen Collins, angielski w 14 dni). Jak wyglądała metoda przed udoskonaleniem? Aż strach sobie wyobrażać (a może miała wówczas jakiś sens?).

Opinia końcowa? Błagam. Metoda Krebsa to marketingowy bełkot, dodatkowo oparty na nazwisku wybitnego poligloty (marketingowcy od metody Allena Collinsa przynajmniej stworzyli własnego poliglotę). 167 złotych wyrzuconych w błoto. Jeśli planujecie szybko nauczyć się języka obcego, zacznijcie od podręczników (nie zaniedbując gramatyki, do czego namawia strona krebsmethod w filmiku reklamowym), mówcie jak najwięcej, skoncentrujcie się na nauce i czytajcie tak wiele tekstów, jak to tylko możliwe. 

Nie nauczycie się języka w 10 dni. Nie nauczycie się języka w 14 dni. Nawet miesiąc okaże się niewystarczający. Ale jeśli poświęcicie uczciwej nauce 5 godzin dziennie, po 30 dniach (a nawet wcześniej) możecie śmiało pokusić się o sprawdzenie swojej wiedzy na Skype’ie. Co bardzo polecam!


4 komentarze:

  1. Szczerze mówiąc bałabym się korzystać z materiałów takiej szarlatańskiej firmy, gdyż przy okazji wysłuchiwania kursu mogliby do mojej podświadomości nadać jakieś komendy i przez to próbować mną manipulować we własnych celach. Tak odbieram reklamę tego kursu i tym podobnych. Może to okazać się niezdrowe dla naszej psychiki.
    Samo wysłuchiwanie obcego języka nic nie daje jak się nie ćwiczy wymowy i oczywiście zasad gramatycznych oraz słówka, słówka i jeszcze raz słówka. A co do perfekcyjnego akcentu to mogą nauczyć się tego tylko ci, co mają słuch muzyczny.
    Bez słuchu muzycznego nici z akcentu.
    Jeszcze na koniec wielkie brawa za poruszenie tego tematu. Oby jak najwięcej myślących logicznie przeczytało ten materiał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przerażająca i zabawna wizja :) Niemniej - podobnie jak w przypadku Pokemon Go, tak i w przypadku podobnych do opisywanego kursów faktycznie może istnieć drugie dno... Może nagrania zawierają jakąś formę przekazu podprogowego i wśród Klientów zafascynowanych "metodą" Krebsa rośnie spożycie lizaków o smaku mango?

      Dziękując za brawa dodam, że niedawno miałem przyjemność rozmawiać z przemiłym Szwedem, który do poprawnego akcentu odniósł się następująco - jak jakiś Anglik zacznie mówić po szwedzku ze szwedzkim akcentem, ja nauczę się mówić po angielsku z angielskim akcentem :)

      Dzięki za komentarz! Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Oby to były tylko lizaki. Ma Pan poczucie humoru jak wszystkie Michały tak jak mój syn (też Michał), to duży plus, gdyż w naszej, polskiej rzeczywistości mało jest ludzi, którzy potrafią się śmiać naturalnie, a nie tylko prezentować licówki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, dziękuję! Podobno połączenie naturalnego uśmiechu z licówkami czyni z mężczyzny Toma Cruise'a, ale podejrzewam, że stomatolog chciał mnie naciągnąć ;)

      Usuń