Translate

piątek, 2 września 2016

Ultra Slim i Burneo, czyli szybkie odchudzanie razy dwa!

http://samosiezrobi.blogspot.com/2016/09/ultra-slim-i-burneo-czyli-szybkie.html
za PixaBay (CC0)
Pewnego dnia Ewa Walczak z Warszawy postanowiła zrzucić kilka kilogramów. I, jak to zwykle w reklamie bywa, cel osiągnęła. Skuteczne odchudzanie Ewy Walczak dział marketingu mojej ulubionej cypryjskiej firmy skwitował retorycznym pytaniem: „Oto aktualne zdjęcie Ewy Walczak z Warszawy, która wypróbowała już na sobie działanie pewnego nowego suplementu na odchudzanie. Czy Twoim zdaniem dobrze teraz wygląda?” [1, 2]. Ewa Walczak wygląda dobrze, a zawdzięcza to suplementowi diety… „Ultra Slim” lub/i „Burneo”. 

Tak, Ewa Walczak z Warszawy wyszczuplała w sposób, który każdemu przypadłby do gustu. Bez katowania się na siłowniach, bez joggingów i innych fanaberii rodem z magazynów traktujących o fitness. Jak to możliwe? W świecie reklamy wszystko, co spodoba się Klientom, jest możliwe: „Nowy pożeracz tkanki tłuszczowej, mniej ruchu – więcej spalania kalorii w jeszcze krótszym czasie! Wyraźny spadek wagi już po 5 dniach” [1, 2]. Wow!


Ewa Walczak, Burneo, Ultra Slim i brzytwa Ockhama


Ewa Walczak z Warszawy postawiła na ów „pożeracz tkanki tłuszczowej”, schudła szybko, skutecznie, bez wyrzeczeń i bez efektu jo-jo. Na co postawiła Ewa Walczak? I tu pojawia się drobny problem. Zacznę od cytatu ze stron reklamujących „pożeracze tkanki tłuszczowej”:


„Pozwól, że ujawnię Ci najbardziej zaufany sposób na bezpieczne odchudzanie dla kobiet. Jego jedynym celem jest doprowadzić Twoje ciało do takiego wyglądu, o jakim do tej pory mogłaś tylko marzyć. Jest tak SKUTECZNY, że kobiety z całego świata nazywają go gwałtownym pożeraczem tkanki tłuszczowej!” [1, 2].


Czym jest ów SKUTECZNY, gwałtowny pożeracz tkanki tłuszczowej? Otóż jest to… Otóż są to… Gdyż, jeśli wierzyć reklamom, Ewa Walczak z Warszawy odchudzała się niezależnie dwoma suplementami diety. Ewa Walczak odchudzała się i z pomocą suplementu diety „Ultra Slim”, jak i z pomocą suplementu diety „Burneo”. I, co ważne, obie kuracje zakończyła spektakularnym sukcesem!

Nie czepiam się logiki, nie twierdzę, że to niemożliwe. Wiele aktorek ma wpisane w swoje kontrakty w wytwórniami filmowymi chudnięcie i przybieranie na wadze stosownie do roli. Nie wiem, czy Ewa Walczak jest aktorką, ale, wnosząc po nazwisku, być może jest rodziną słynnego Asa, znanego szerzej jako Jan Walczak? Jana Walczaka zagrał Józef Nowak. Popularne nazwisko, więc statystycznie istnieje spora szansa na to, że Ewę Walczak gra jakaś Nowak. Aktorka schudła z „Burneo” a następnie przytyła, aby schudnąć z „Ultra Slim”. Dlaczego nie?

Aczkolwiek, jeśli jesteście miłośnikami brzytwy Ockhama, mam dla Was znacznie prostsze wytłumaczenie fenomenu Ewy Walczak z Warszawy. Jest nim cypryjska firma będąca właścicielem obu stron [1 i 2], a figurująca w DNS-ach jako „JPT Investment Partners Limited” z Limassol. Na jednej ze stron firma oficjalnie deklaruje się jako podmiot przetwarzający dane osobowe Klientów, na drugiej ten szczegół im umknął. Tak czy inaczej fakt, iż oba suplementy diety, i „Burneo” i „Ultra Slim”, sprzedawane są przez tę samą firmę jest lepszym wyjaśnieniem podwójnej roli Ewy Walczak i identycznych akapitów na obu stronach, niż podpisywanie przez nią potencjalnych, aktorskich kontraktów. 

Burneo, Ultra Slim i deklarowany skład


Gdybym był Spockiem spodziewałbym się, iż skoro oba suplementy działają dokładnie w ten sam sposób, ich skład będzie co najmniej podobny. Nic z tych rzeczy. Nie jestem Spockiem, a skład jest całkowicie różny (przynajmniej na stronach reklamowych). Jedynym wspólnym mianownikiem obu suplementów pozostaje wspomniany wyżej producent vel sprzedawca. „Ultra Slim” bazuje na tyrozynie i piperynie. „Burneo” to z kolei zielona herbata połączona z gorzką pomarańczą. Dlaczego oba środki miałyby zadziałać?


Tyrozyna. Cytując autora strony reklamowej „Ultra Slim”, tyrozyna „zmniejsza apetyt i hamuje wchłanianie tłuszczów – dzięki temu przelatują one tylko przez układ pokarmowy. Poprawia wytrzymałość fizyczną oraz niweluje zmęczenie, aktywując proces pozyskiwania energii z tkanki tłuszczowej. Po prostu spala zalegające kilogramy!” [1]. Faktycznie, tyrozyna jest bardzo ważna dla funkcjonowania organizmu (jest prekursorem ważnych hormonów), a jej niedobór prowadzi do nadmiernego zmęczenia, zarówno psychicznego jak i fizycznego, z depresją włącznie. Dodatkowo tyrozyna ma wpływ na mózg i pamięć, aczkolwiek badania nie wykazują, by suplementacja tyrozyną dawała w tym względzie jakieś wyjątkowo spektakularne efekty. Co do odchudzania, podniesienie tyrozyny do poziomu „spala zalegające kilogramy” jest kompletnym nonsensem. Warto wiedzieć, że tyrozyna syntetyzowana jest przez organizm z fenyloalaniny, której w racjonalnej diecie nie zabraknie (np. jajko, mleko, szpinak). 

Piperyna. Jak twierdzi autor reklamówki „Ultra Slim”, „piperyna to związek zwany ‘pożeraczem tłuszczu’. Zwiększa wydzielanie soków trawiennych poprzez pobudzenie zakończeń nerwowych, co ułatwia trawienie pokarmu. Naukowcy potwierdzili wpływ piperyny na rozpad komórek tłuszczowych. To nowa broń w walce z otyłością” [1]. Niewątpliwie. Piperyna od lat sprzedawana jest jako doskonały środek odchudzający i nieraz przewinęła się przez tego bloga. Czy faktycznie piperyna działa tak, jak twierdzi reklama? Podobnie jak tyrozyna, tak i piperyna przepisywana w przypadku stanów depresyjnych. A czy sprawdzi się w procesie odchudzania? Ma właściwości wspomagające metabolizm. Ale nie oszukujcie się. Wspomaganie metabolizmu nie oznacza, że piperyna „pożre Wasz tłuszcz”. Nie pożre. Z kanapy wstanie tyle samo tłuszczu, ile na niej położyliście. Albo więcej. 

Green Tea vel zielona herbata. Wedle tekstu reklamującego „Burneo”, zielona herbata „zmniejsza apetyt oraz wchłanianie tłuszczów, sprawiając, że przelatują one tylko przez układ pokarmowy. Co więcej, składnik ten trwale wiąże cząsteczki tłuszczu, dzięki czemu kaloryczność posiłku zmniejsza się nawet o 180 kcal!” [2]. Zakładając hipotetycznie, że zielona herbata faktycznie działa na odchudzanie (na co nie znalazłem żadnych przekonujących informacji, a Cypryjczycy sprzedający ten produkt nie uznali za stosowne podać odpowiednich przypisów), to czy nie byłoby lepiej zastosować odpowiednią, racjonalną dietę zamiast kombinować, jak za pomocą tabletki zmniejszyć kaloryczność posiłku? Pytam retorycznie.

I na koniec - Bitter Orange, czyli gorzka pomarańcza. Wedle autora tekstu reklamowego na stronie „Burneo”, gorzka pomarańcza „to substancja powszechnie nazywana ‘super spalaczem tłuszczu’. Ona po prostu blokuje enzym odpowiedzialny za odkładanie się tkanki tłuszczowej, co znacznie przyspiesza proces zrzucania zbędnych kilogramów oraz chroni przed efektem jo-jo” [2]. Niestety, autor zapomniał wspomnieć, że gorzka pomarańcza zawiera w sobie synefrynę. Stymulant faktycznie będący składnikiem niektórych leków na otyłość, ale jednocześnie mogący stanowić poważne zagrożenie dla zdrowia. Istnieje domniemanie, że wyciąg z gorzkiej pomarańczy może mieć podobne skutki uboczne jak efedryna, której użycie w suplementach diety swego czasu zakazano m.in. w USA i w Kanadzie (stąd popularność ekstraktu z gorzkich pomarańczy i suplementów diety na nim opartych, który były reklamowane jako wolne od efedryny).

Jeśli fragmenty powyższych opisów brzmią dla Was podobnie, to bynajmniej nie jest to złudzenie. Podobnie jak to, że strony reklamujące „Ultra Slim” i „Burneo” w dużej części są swoimi kserokopiami. Która była pierwsza? Nie wiem, ale zdziwiłbym się, gdyby powstały równolegle. 

Ultra Slim oszukuje, Burneo oszukuje, Zofia Mularczyk zmienia się


Wspomniana wyżej identyczność działania „Ultra Slim” i „Burneo” to nie wszystko. Na koniec paramedycznych parawyjaśnień parasuplementu diety dostajemy prosto między oczy następującym tekstem:


„UltraSlim/Burneo”* oszukuje organizm! Uwalnia hormony, które podnoszą poziom przekaźnika komórkowego – cAMP. Dzięki temu gwałtownie pobudzają spalanie, doprowadzając do odchudzenia i... przypływu czystej energii. Efekt taki, jak po intensywnym wysiłku fizycznym, tylko że Ty się nie męczysz. Nigdy nie czułaś się lepiej!” [1, 2].

Gwiazdka oznacza, by niewłaściwe skreślić. Na obu stronach jest dokładnie ten sam tekst. I na obu stronach brzmi on równie nonsensownie. A to jeszcze nie koniec:


„Dzięki temu potrzeba znacznie mniej wysiłku do spalenia zbędnych kalorii i wystarczy nawet zwykła, codzienna aktywność, bez dodatkowych, męczących ćwiczeń (MNIEJ RUCHU – WIĘCEJ SPALANIA)” [1, 2].

Przyczyny stojące za „dzięki temu” są różne w przypadku „Ultra-Slim” i „Burneo”, ale łączy je to, że obie są równie mocno oderwane od realiów. Co w sumie dobrze pasuje do obu stron wypełnionych licznymi nonsensami. Jednakże, zamiast pastwić się nad antynaukowymi koncepcjami działu marketingu, przejdę do zadowolonej klientki. Konkretnie pani Zofii Mularczyk, 42 lata, i jej opinii nr trzy:


„’Chciałam się Mu podobać’ Mam 42 lata i jestem po rozwodzie. Ale poznałam kogoś i chciałam się Mu podobać. Pozbyłam się 28 kilogramów w 4,5 miesiąca. Nie chciałam żadnych tabletek, ale córka kupiła mi je w prezencie. Co mam powiedzieć? Wyglądam lepiej i lepiej się czuję. Polecam każdej kobiecie UltraSlim” [1].

Wspaniałe, prawda? Na stronie reklamowej „Burneo” Zofia Mularczyk raczy nas identycznym tekstem, podmieniając jedynie nazwę produktu. Co generalnie nie powinno dziwić, ale na przykładzie pani Zofii łatwo zauważyć ciekawy efekt uboczny. U pani Zofii nastąpiła całkowita zmiana wyglądu! Po kuracjach, na zdjęciach na stronie „Burneo” i „Ultra Slim”, pani Zofia wygląda jak zupełnie inna osoba. Co prawda brzytwa Ockhama każe przyjąć, iż faktycznie jest inna osoba, ale kto wie, może zrzucenie 28 kilogramów w 4,5 miesiąca generuje takie efekty?

Ultra Slim, Burneo, cena, opinia


Przechodząc od ironii do ceny. Cena „Ultra Slim” wynosi 129 złotych, „Burneo” kosztuje aż 159 złotych! Skąd taka różnica? Nie wiadomo. Podobnie jak nie wiadomo, ile miligramów poszczególnych składników znajdziemy w każdej kapsułce i czego jeszcze możemy spodziewać się w ich składzie. Sprzedawca „Ultra Slim” i „Burneo” nie uznał za stosowne podzielić się z nami odpowiednią informacją.


Wnioski? Abstrahując od tego, że bez odpowiedniej diety i ćwiczeń fizycznych odchudzanie przypomina walkę z wiatrakami Don Kichota. Istnieją substancje, które faktycznie wspomagają odchudzanie. Jednakże, w porównaniu z deklaracjami działów marketingu różnych firm, czynią to w stopniu nieporównywalnie mniejszym. Wiele substancji zostało przebadanych jedynie w formie „in vitro”, wiele badań przeprowadzono na szczurach, a badania prowadzone na ludziach są rzadkie i w wielu przypadkach określane jako słabe jakościowo. 

Innymi słowy nawet nie mamy pewności, czy bardziej odchudza efekt placebo czy mieszanka piperyny z tyrozyną (w „Ultra Slim”) albo mieszanka zielonej herbaty z gorzką pomarańczą (w „Burneo”). Odpowiedzi na to pytanie zapewne nigdy nie poznamy, gdyż badania są drogie, a patrząc przez pryzmat potencjalnych wyników, ich rezultaty nie będą po myśli Cypryjczyków. Jednakże, jeśli piperyna lub inne substancje szczególnie mocno do Was przemawiają, warto postawić na sprawdzone suplementy z prawdziwej apteki. Stacjonarnej lub internetowej. A optymalnie byłoby uzgodnić metodę odchudzania z lekarzem lub dietetykiem, co w większości przypadków znacząco poprawi efektywność całego procesu!

Na podstawie:
[1] burneo.pl/ [2] ultra-slim.pl/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz